Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Odważnie sięga po swoją twarz i ciało, czyniąc z nich wiodący motyw własnej twórczości. Krytykuje pogoń za plotkami z życia gwiazd i gwiazdeczek. Obrusza się na wielkie koncerny za profanację wizerunku Fridy Kahlo i Pabla Picassa. O sztuce, twórczości i naszym mieście rozmawiamy z malarzem i performerem Bartkiem Jarmolińskim.


Twoje prace można oglądać na wystawach w najważniejszych galeriach w kraju. Żyjesz sztuką, intensywnie pracujesz na swój wizerunek, jesteś artystą rozpoznawalnym… Zadam więc podstawowe pytanie, czy można żyć ze sztuki w Polsce?

Trudno o jednoznaczną odpowiedź. Rzeczywiście, w ostatnim czasie dość intensywnie pracowałem i moje dzieła, także te starsze, można było oglądać na kilku wystawach. Jeśli jednak mówimy o „najważniejszych galeriach w kraju” to pozycję tych, które mnie zapraszają, określa ich działalność wystawiennicza… Nie jest to jednak Zachęta, czy Zamek Ujazdowski. Tam mnie jeszcze nie było. A na pytanie ilu twórców żyje ze sprzedaży swoich prac w Polsce, bez wahania odpowiem, że niewielu. Krajowy rynek sztuki bardzo wolno się rozwija. Nie inwestuje się w sztukę tworzoną przez młodych.

Oglądając twoje wystawy można zauważyć, że często to Ty jesteś tematem swoich prac. Twórcą i dziełem jednocześnie. Dlaczego tak dużo opowiadasz o sobie?

Nie tyle o sobie, co raczej na swoim przykładzie. Doświadczając wielu rzeczy skupiam się bardziej na własnej osobie niż na innych. To umożliwia mi obserwację, analizę świata widzianego z mojej perspektywy, bardzo osobistej, ale być może są tacy, którzy odbierają świat bardzo podobnie. Nie tyle też jestem tematem swoich prac, co wykorzystuję własne ciało i twarz, jako pojawiający się w nich motyw. Problematyka moich dzieł nie odnosi się jedynie do mojej osoby. Oceniałbym ją raczej w szerszej perspektywie – społeczno-kulturowej.

Widzów odwiedzających twoje wystawy nurtowało zapewne pytanie, dlaczego w swoich pracach wciąż nawiązujesz do postaci artysty malarza z przełomu XIX i XX w. Jacka Malczewskiego. Rozwiążesz tą zagadkę?

Projekt „Introdukcja” traktujący o moim związku z postacią i twórczością Jacka Malczewskiego to rzecz osobista, na którą można spojrzeć także z perspektywy znaczenia malarstwa i odbioru sztuki w ogóle. Kiedy dziesięć lat temu zacząłem wykonywać zdjęcia z autoportretami Jacka Malczewskiego robiłem to z myślą o domowym archiwum, tworzyłem swego rodzaju pamiątki ze spotkań z artystą. Historia osobista stała się więc podstawą dla całego projektu, który w ubiegłym roku prezentowałem w Muzeum Miasta Łodzi. Wybrane prace Jacka Malczewskiego zestawiłem z moimi fotografiami, obrazami i rysunkami.

W twoim malarstwie można też zauważyć wiele nawiązań do popkultury, także tej celebryckiej. Czym jest dla Ciebie to zjawisko, źródłem inspiracji czy celem krytyki?

I jednym i drugim. Trudno jednoznacznie, czy to pozytywnie, czy też negatywnie, odnieść się do tak szerokiego tematu, jakim jest kultura masowa. Jeśli chodzi o celebrytów, to cykl obrazów „Santo Subito”, który zrealizowałem kilka lat temu, w sposób krytyczny odnosił się do dzisiejszego zapotrzebowania na fakty i mity z życia gwiazd. Cały cykl zaczął się od postaci Fridy Kahlo i Pabla Picassa, których nazwiska i wizerunek (w przypadku Fridy) zostały sprzedane dużym koncernom do reklamowania produktów niezwiązanych z ich życiem i twórczością. Groteskowe wydało mi się kojarzenie ich nazwisk z tymi właśnie produktami. Z drugiej strony wykorzystanie tych postaci uwidacznia ogromną siłę reklamy, najistotniejszego z narzędzi zjawiska zwanego konsumpcjonizmem. Artyści zaczęli być bardziej popularni. Zupełnie jak produkty, które za ich pomocą reklamowano.

Od trzech lat próbujesz zadomowić się w Kielcach. Tu wystawiasz i studiujesz. Ostatnio twoje prace można było zobaczyć na ekspozycjach w Galeriach BWA w Kielcach i Busku-Zdroju, Galerii Uniwersyteckiej UJK i Galerii XS w Instytucie Sztuk Pięknych UJK.

W Kielcach rozpocząłem studia doktoranckie, a wystawy są naturalną konsekwencją mojej częstej obecności w tym mieście. Wybrane fotografie z cyklu „Uwarunkowania genetyczne” z Jackiem Malczewskim pokazywałem niedawno także w Muzeum Narodowym w Kielcach. Mam poczucie, że pojawiłem się już w najważniejszych miejscach regionu. A dlaczego Kielce? Bo wiele dobrego słyszałem o tutejszym Instytucie Sztuk Pięknych, a w łódzkiej ASP oferty studiów doktoranckich wtedy jeszcze nie było. Dziś jest, ale ja nie zamieniłbym już pracy nad doktoratem w Kielcach na studia w Łodzi.

Gdzie będzie można zobaczyć twoje prace w najbliższym czasie?

W tej chwili pracuję nad organizacją wystawy zbiorowej w jednej z warszawskich galerii. A co będzie dalej? Zobaczymy…

Rozmawiał Rafał Urbański, grafiki: Bartek Jarmoliński

Bartek Jarmoliński jest absolwentem łódzkiej ASP. Jego prace znajdują się w zbiorach wielu galerii w Polsce, na swoim koncie ma 30 wystaw indywidualnych i kilkadziesiąt prezentacji zbiorowych w kraju i za granicą. Ostatnio jego wystawę „Układ limbiczny” można było oglądać w kieleckim BWA i Galerii Sztuki „Zielona” w Busku-Zdroju. Na co dzień pracuje w Łodzi, a swoją artystyczną edukację kontynuuje w Kielcach.

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close