Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


„Harper” w reżyserii Grzegorza Wiśniewskiego – kolejna w tym sezonie propozycja Teatru im. Stefana Żeromskiego – to bolesna opowieść o kryzysie relacji społecznych, o tym, że każdy z nas, niezależnie od tego, jak wielu ma znajomych, jest skazany na samotność. Wszyscy żyjemy obok siebie, oddzieleni barierą monologów.

Tytułowa bohaterka to 41-letnia kobieta (dopracowana kreacja Magdy Grąziowskiej), mieszkająca wraz z mężem Sethem (Artur Słaboń) i córką Sarą (Anna Antoniewicz) na obrzeżach Londynu. Poznajemy ją w dość dramatycznym momencie, gdy staje przed wyborem między pracą, a umierającym ojcem: szef (jak zawsze świetny Wojciech Niemczyk), mimo usilnych próśb Harper, nie zgadza się na jej urlop. Do tego dochodzi brak wsparcia ze strony słabego psychicznie męża i zbuntowanej córki. Kobieta, po rozmowie z zaczepionym w drodze z pracy Syryjczykiem (w tej roli debiutujący na kieleckiej scenie Adrian Brząkała) i kłótni w domu, decyduje się pojechać do ojca.

Co się kryje za tą maską?
W ten sposób zaczyna się odyseja Harper. Powrót w rodzinne strony obfituje w spotkania z nieznajomymi (dziennikarz i jego kumple, mężczyzna z hotelu), w których bohaterka przegląda się jak w lustrze, zaskoczona tym, co widzi. Nie jest w stanie zaplanować swoich zachowań, brakuje jej oparcia w samej sobie, zaufania do siebie. Z jednej strony jest ciekawa, co się wydarzy, do czego jest w stanie się posunąć, a z drugiej przeraża ją taka bezosobowość, brak trzonu charakterologicznego. Harper jest sama: mimo że ma męża rodzinę, dziecko. Samotność potęguje również trudna relacja z matką (fenomenalna Joanna Kasperek). Na pierwszy rzut oka Harper to typowa zadbana, spełniona kobieta, jakich tysiące codziennie mijamy na ulicy. Za tą maską kryje się jednak smutna dziewczynka, która chciałaby być kochana przez rodziców, która marzy o spokojnym, szczęśliwym życiu.

Rzecz o samotności
Spektakl opowiada o chorobie naszych czasów: o samotności w tłumie. Anonimowość w globalnej wiosce, zdominowanej przez Internet i wirtualne pseudoznajomości, to dolegliwość, na którą cierpimy w czterech ścianach domów, ogłupieni złudnym wrażeniem, że teraz to już możemy wszystko, nawet seks nie wymaga wcześniejszego poznania partnera: wystarczy kilka kliknięć w klawiaturę.
Samotność rodzi bezradność, a bezradność agresję: pod jej płaszczem chowa się syryjski nastolatek, który tęskni za matką i nienawidzi swojego wiecznie nieobecnego ojca. Agresja oparta na podszytych rasizmem stereotypach jest sposobem na odreagowanie dla zagubionego w zmanipulowanym świecie mediów dziennikarza. Agresja wobec matki jest dla Sary jedyną formą wyrażenia bolesnej niezgody na tu i teraz. Agresja pracodawcy to przejaw braku innej sensownej argumentacji w rozmowie z pracownikiem.
Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze motyw pedofilii Setha. Rzekomo niesłusznie posądzony, jedynie na podstawie zdjęć, jakie robił dzieciom bawiącym się w parku, dobrotliwy wobec córki i posłuszny względem żony, nie wydaje się być jednak tak czysty, jakby tego chciał. Coś zgrzyta, oskarżenie staje się rysą na szkle, która może doprowadzić do pęknięcia. Te wszechobecne niedomówienia, przemilczenia pomiędzy bohaterami powodują, że ich życie staje się pasmem niepowodzeń, ślepą uliczką prowadzącą na manowce.

Monolog zamiast dialogu
Sztuka wprowadza nas w świat gombrowiczowskich masek, wymuszonych ról, które odgrywamy do upadłego. Chowamy się za wizerunkiem dobrej żony, pilnej uczennicy, szefa korporacji, udając że nam to odpowiada, bo tego oczekuje od nas bezduszne otoczenie. Dopiero w niespodziewanej sytuacji obnażamy się i stajemy oko w oko z prawdą o nas samych.
„Harper” to bolesna opowieść o kryzysie relacji społecznych, o tym, że każdy z nas, niezależnie od tego, jak wielu ma znajomych, jest skazany na samotność. Wszyscy żyjemy obok siebie, oddzieleni barierą monologów. Jesteśmy marionetkami we własnych rękach, gramy pod publikę: dla matki, dla ojca, dla męża, dla szefa, dla córki, dla nieznajomych. Wygłaszamy przemowy, nie słuchamy, nie wchodzimy w interakcje. Nasze życie to marny spektakl dla marnych widzów. Czy jest na to lekarstwo? Czy Harper ostatecznie zdejmie maskę i odkryje prawdziwą siebie, dając nam tym samym nadzieję, że jeszcze będzie dobrze?

Tekst: Antea Zychma, Fotografie: Krzysztof Bieliński

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close